niedziela, 27 listopada 2016

CHIEROWSKI 366 - takie tam...

Ten fotel mi się nie podoba. 

Nie podoba mi się jego tkanina, jej struktura i splot, grubość pianki, guziki itd. Nie podoba mi się moje hobby, bo zajechałam swoją maszynę, bo zmasakrowałam ręce, bo zaniedbałam dziecko i męża (tego drugiego bardziej).
Jako że piszę już sporadycznie, sama dla siebie (choć blog bije na ten moment rekordy wyświetleń - z dumą czuję podświadomie, że mogłabym prowadzić kursy tapicerowania), pozwalam sobie na taką egzaltację emocji pierwszy raz w życiu.

Ale co? Że Chierowskiego nie będzie? Że żałuję? Że nigdy więcej?




No skąd! Z tym bagażem doświadczeń, popełnionych błędów i wyrzuconych z siebie epitetów, padających podczas szycia wiem, że teraz będzie OK. Po prostu.

Mam tonę zdjęć, zrobionych w trakcie tapicerowania. Nie uda mi się ich przygotować do końca roku, nie wiem, czy w ogóle ten post powstanie, chociaż przeglądając wyszukiwarkę widzę, jakie jest na niego zapotrzebowanie (i nikt mi nie zapłaci?!). Jednak żeby wpis o tapicerowaniu Chierowskiego miał ręce i nogi, był kompletny, dobry jakościowo, muszę poczekać.

Muszę zrobić drugi fotel, wiedząc już co i jak.

I żeby było jasne, ten fotel w kratkę wcale nie jest źle zrobiony (on w ogóle nie jest jeszcze zrobiony...). On naprawdę będzie (musiałam edytować brzydkie słowo) ŁADNY (no chyba że wybierzemy paskudny kolor drewna, bo tapicerka uszyłam na cacy). Choć nie będzie pasował nam do salonu... Ech.

Mam poczucie głębokiego niedosytu i czuję chęć udowodnienia, że zrobię lepiej. Dla siebie samej.

Pozdrawiam bardzo serdecznie.
Szczęśliwa matka i żona, córka i synowa w jednym.