niedziela, 2 lutego 2014

HELLO ROME - VATICAN CITY

Na drugi dzień naszego pobytu w Rzymie, znaczy się w niedzielę, zaplanowaliśmy sobie pojechać do Watykanu. Ustawiłam sobie pobudkę na siódmą i w sumie nie potrzebowałam budzika, bo całą noc raczej się miotałam niż spałam. Było ciężko i nieprzyjemnie, otwarte na całą oścież okna nie poprawiały sytuacji, mimo że miały jakieś dwa metry wysokości. Zero przeciągu. No i jak wspominałam wcześniej - burza. „Pięknie się zaczyna” – myślę sobie. Okna trzeba zamknąć, bo woda leje się do pokoju i leżymy sobie w duchocie. Nie no, to już wolę pioruny, ostatecznie uchyliliśmy nieco okiennice. Pora wstawać, szybki prysznic i śniadanie. :) 


Claudio wrócił, jednak spał, na szczęście zostawił nam liścik w odpowiedzi na naszą sobotnią listę pytań. Po pierwsze, wyjaśnił, że klimatyzacja nie działa, bo podobno jakaś para Duńczyków w zeszłym miesiącu zostawiła ją na chodzie przez pięć dni bez przerwy i się popsuła. Hmm... Szkoda. Po drugie, mieliśmy też problemy z gniazdkami. O ile polskie kontakty teoretycznie odpowiadają włoskim, to nasze wtyczki miały ciut za grube i ciut za wąsko rozstawione bolce. Poza ładowarką do telefonu i aparatu żadna nie pasowała do ani jednego kontaktu. Claudio zadeklarował się w liście zorganizować nam jakąś przejściówkę. No i po trzecie internet miał taki zasięg, że właściwie nie miał go wcale. Claudio nic konkretnego nie odpowiedział, także jakby nie patrzeć, musieliśmy akceptować taki stan rzeczy, jaki był. Oczywiście nie stanowiło to dla nas większego problemu, choć człowiek niespodziewanie odcięty od dobrodziejstw cywilizacji czuje się jakiś taki goły... :) 

Wracamy do wycieczki i cichaczem zjadamy śniadanie. Mateusz szykuje zestaw kanapek na cały dzień i za chwilę jedziemy metrem z Vittorio Emanuele do stacji Ottaviano-S.Pietro-Musei Vaticani. Na zegarku powoli dochodzi dziewiąta, każdy przystanek to narastająca liczba turystów, jadących chyba tylko w jednym kierunku.


I tu mały przerywnik, tak się bowiem składa, że ostatnia niedziela miesiąca jest dniem wolnego wstępu do Muzeów Watykańskich (no, może poza drobnymi wyjątkami). Chcieliśmy więc na tym skorzystać i od tego zaczęliśmy dzień wycieczki. Oczywiście nie tylko my o tym pomyśleliśmy i chyba nieco przeliczyliśmy się, zatrzymując się na skrzyżowaniu przy Piazza Risorgimento i mając taki widok.


Kolejka, hmmm, no nie powiem, najdłuższa, w jakiej przyszło nam stanąć, ale cóż, jakby nie patrzeć trzeba było się pod nią podłączyć. No więc idziemy sobie, idziemy, idziemy i końca nie widać. Jesteśmy praktycznie przy Placu św. Piotra i bardzo prawdopodobne, że kolejka gdzieś miała już swój koniec, ale zrobiliśmy bardzo brzydką rzecz. Zatrzymaliśmy się i wtopiliśmy w tłum, na szczęście zbyt dużego protestu nie było, właściwie żadnego.


I tak powoli przesuwając się ku celowi, w kolejce minęła nam godzinka. O burzy już wszyscy dawno zapomnieli, powoli zaczynało robić się gorąco. W międzyczasie mieliśmy okazję przerobić krótki przewodnik po Muzeach, a co chwila zaczepiali nas albo Hindusi z całym zestawem pamiątek albo też przewodnicy, oferujący swoje turystyczne usługi oprowadzania wzdłuż i wszerz. Czas jakoś się nie dłużył (Mury Watykańskie obeznane wzdłuż i wszerz...), dwadzieścia po dziesiątej udało nam się wejść do środka. 


Muzea w tym dniu są czynne do 14.00 (ostatnie wejście o 12.30), ja jednak jakoś przeoczyłam pierwszą godzinę, zaś zapamiętałam drugą. No nic, na dzień dobry powitał nas Tors Belwederski, a obok dotrzymywała mu towarzystwa muza Klio. Oba posągi stały samotnie w kątach i fakt, że nie były w żaden sposób oznaczone powodował, że nikt absolutnie nie zwracał na nie uwagi. Niestety Grupy Laokoona nie udało mi się znaleźć, nie wszystkie obiekty Muzeów były w tym dniu dostępne dla zwiedzających.


Idziemy więc dalej. Wchodzimy na górę przez zakręconą ścieżkę, wyłożoną eksponatami z Muzeum Etnologicznego. M. chyba tak się nimi zafascynował, że nie zrobił ani jednego zdjęcia... Jesteśmy więc na piętrze, tam też znajduje się również wyjście z Muzeum.


Dla ułatwienia mapka ze strony www.planetware.com:




Wg oznaczeń nasza dwuosobowa wycieczka kieruje się ku Kaplicy Sykstyńskiej. Wychodzimy na Dziedziniec Szyszkowy, czyli Cortille della Pigna i już żałuję, że nie mogliśmy się tam dłużej pokręcić. 


Zawracamy i przez Scala Simonetti wchodzimy na II piętro. Kierujemy się na Galerię Kandelabrów. Tuż przy wejściu znajduje się Sala della Biga, a w niej właśnie rzymska biga z I w. p.n.e., a także Dyskobol Myrona, posąg Dionizosa i starożytne sarkofagi dzieci.


 
Idziemy więc kolejno Galerią Kandelabrów ze starożytnymi zbiorami, następnie wchodzimy do Galerii Arrasów z 10-cioma arrasami „nowej szkoły” Rafaela. Najbardziej okazałą jednak była stumetrowa Galeria Map Włoch i poszczególnych regionów ze zniewalającym półkolistym sklepieniem. W pewnym momencie nie wiedziałam w którą stronę patrzeć, dobrze, że M. ciągnął mnie ze sobą, inaczej bym z godzinę spacerowała po tej galerii. 


Nie powiem, napięcie i zachwyt narasta w zastraszającym tempie, wchodzimy do Sali Sobieskiego z obrazem Matejki, a tuż obok już czeka na nas Kaplica Sykstyńska.

 
W Kaplicy obowiązuje zakaz wszystkiego, od mówienia po robienie zdjęć i filmów włącznie, dobrze że oddychać pozwolili. Wchodzimy więc, zatrzymujemy się na środku i odwracamy się w kierunku wejścia. Stojąc twarzą naprzeciw ołtarza, widzimy ścianę z gigantycznym Sądem Ostatecznym Michała Anioła. Nie powiem, trudno było mi objąć wzrokiem te (jak twierdził przewodnik) czterysta postaci wokół Chrystusa. Tu mała ciekawostka, postać stojąca u stóp Chrystusa, trzymająca nóż i zdjętą skórę, to św. Bartłomiej, a jego twarz jest autoportretem Michała Anioła. 


Ściany boczne i sufit stanowią sceny ze Starego i Nowego Testamentu, wykonywane prawie jednocześnie przez Pinturicchia, Signorellego, Botticellego, Ghirlandaia, Rossellego, no i oczywiście przez Michała Anioła. Podnosimy na koniec głowę i patrzymy na beczkowe sklepienie ze scenami z Księgi Rodzaju, w tym na Stworzenie Adama. 


(zdjęcia Kaplicy Sykstyńskiej pochodzą ze strony www.vatican.va)

Po jakimś czasie zdążyło mi się zakręcić w głowie, już nie wiem, czy z podniecenia czy od patrzenia w górę. Wracam więc na dół i rozpoczynam podziwianie od początku. Dynamika scen, dbałość o każdy jej szczegół, hierarchizacja postaci, piękno kolorów, zaskakująca trójwymiarowa głębia zawarta na dwuwymiarowych przecież ścianach, no i fakt, że to wszystko jest dziełem człowieka pochłonęły mnie całkowicie. Gdybym siedziała tam sama, to w tym całym zachwycie na pewno bym się popłakała.

Oczywiście sama nie byłam, szczerze to człowiek stoi tam praktycznie przy człowieku. Regularnie powtarzana formułka ‘no foto, no video, silence please’ nie pomaga, ludzie gadają, robią ukradkiem zdjęcia. M. próbował również (tym razem ja byłam grzeczna...), niestety mu się nie udało i mało co, a zostalibyśmy pozbawieni aparatu. 


Z powrotem wracamy przez pierwsze piętro, przechodząc wzdłuż Bibliotek Watykańskich i kierujemy się ku wyjściu. Była za dziesięć dwunasta, ja wciąż tkwiąc w przekonaniu, że Muzea są otwarte nie do 14.00, tylko do 12.30, wpadłam na pomysł, że zdążymy na Anioł Pański. Świńskim truchtem biegniemy więc na plac. Jest piękna pogoda, słońce świeci, upał zaczyna dawać o sobie znać i prawie jak w filmie między kolumnami otwiera się przed nami cały Plac wraz z Bazyliką. Kolorowy tłum ludzi z parasolkami kłębi się w samym centrum. Jesteśmy :)


Ulokowaliśmy się tuż przy fontannie Maderny, czyli z prawej strony i miejscówka nie powiem trafiła nam się elegancka, woda z fontanny dawała przyjemne ochłodzenie w ten upał (aparat nie podzielał tego entuzjazmu). Punkt dwunasta pojawia się papież Francesco z pozdrowieniami. Nasz aparat pozwolił jedynie na takie zbliżenia. 


Część tłumu się modli, część nie rozumie, część ma wszystko gdzieś, ale ogólnie wszyscy się cieszą na widok papieża i są zadowoleni. Anioł Pański dobiega końca, więc szybko przemieszczamy się w kierunku kolejki do Bazyliki św. Piotra i to był bardzo dobry ruch, bo za chwilę tłum uderzył z podwójną siłą. Tak więc zaoszczędziliśmy na czasie oczekiwania. Przeszliśmy przez bramki i znaleźliśmy się przy Spiżowej Bramie. 


Po drodze do bazyliki pozostała nam jeszcze kontrola, sprawdzająca, czy jesteśmy stosownie odziani. Zakryte ramiona i kolana to taki standard we włoskich bazylikach i kościołach, mniej lub bardziej przestrzegany przez turystów. Niestety tutaj należy się do tej zasady stosować, co oczywiście zrobiliśmy w trakcie pakowania. Dziewczyna stojąca tuż przed nami nie została wpuszczona do bazyliki właśnie z powodu cienkich ramiączek w jej sukience. 


 
No i w tym momencie zdarzyło się to, czego nie chciałam najbardziej, a mianowicie bateria zamierzała nam się rozładować. Drugiej nie wzięło żadne z nas... Oczywiście wściekłam się na M. (no bo na kogo), a uspokoiłam dopiero, jak mi po raz setny obiecał, że przecież w środę tu wrócimy z naładowanymi bateriami (‘a jak bazylikę do środy zburzą?!’) i będę mogła biegać z aparatem tyle, ile będę tylko chciała. No to trochę odetchnęłam i w sumie bez aparatu zdecydowanie lepiej się zwiedza i podziwia wnętrza bazyliki. 

W bazylice byliśmy prawie dwie godziny, ale o tym już niedługo. Myśleliśmy o załatwieniu wejściówek na środową audiencję papieską, jednak w informacji przy wejściu dowiedzieliśmy się, że w sierpniu papież ma urlop i takowe audiencje się nie odbywają. Akurat to nas nie zmartwiło, Anioł Pański w zupełności zaspokoił nasze duchowe potrzeby. Przynajmniej nie odczuwałam aż tak wielkiego żalu, że pomyliłam godziny zamknięcia Muzeów.


Z powrotem wracaliśmy piechotą, zaczynając od Via della Condilazione (na mapce Google A-B). Po drodze złapała nas kolejna burza. Na szczęście mieliśmy istotny element tej wycieczki, mianowicie płaszcze przeciwdeszczowe. Aparat schowaliśmy do plecaków, kanapki poszły w ruch. 


Po przejściu przez most Vittorio Emanuele II (C), zaczęłam znowu kląć, dlaczego nie mamy baterii, tyle było rzeczy do uchwycenia. Wracaliśmy przez Piazza Navona (D), Panteon (E), Tempio Adriano, Palazzo Chigi (F), Fontannę di Trevi (G) i Kwirynał. Przy Bazylice Santa Maria Maggiore przypadkiem znaleźliśmy znacznie tańszy market (H) i od razu zrobiliśmy zakupy. 

Wracamy do mieszkania, po Claudio nie było śladu i zaczęliśmy mieć wątpliwości, czy w ogóle się z nim zobaczymy. No trudno. Jednak zamiennej przejściówki nam nie zostawił. W pokoju co prawda już jedna była, ale wtyczki z kolei z niej wyskakiwały. Przejściówka w markecie kosztowała 10 euro i też nie mieliśmy pewności, czy wtyczki będą pasowały. Ostatecznie Mateusz zmobilizował się i wcisnął wtyczki na chama. No przynajmniej przerzuciłam zdjęcia na laptopa i mogliśmy wieczorem przy winie planować poniedziałek.

Kilka praktycznych informacji: 

Strona Muzeum Watykańskiego www.museivaticani.va
Dni wstępu do Muzeum Info Calendario 2014
Godziny otwarcia Info Orari 

Muzeum Watykańskie czynne jest od poniedziałku do soboty w godzinach 9:00 - 18:00 (ostatnie wejście o 16:00). Ostatnie niedziele miesiąca to dni wolnego wstępu (szczegóły w kalendarzu). 

Całodniowy bilet wstępu do muzeum:
- 16 euro normalny
- 8 euro ulgowy (osoby w wieku 6-18 lat; studenci poniżej 26 lat po okazaniu Międzynarodowej Karty Studentów lub legitymacji studenckiej lub innego dokumentu zaświadczającego o studiach) 
- 4 euro dla Szkół po okazaniu adekwatnej dokumentacji 

Szczegółowe informacje na temat cen i uprawnień do ulgi Info Biglietto 

Wejście do Muzeów Watykańskich: przy Viale Vaticano. Aby trafić tam z Placu św. Piotra należy przejść pod prawym skrzydłem kolumnady, a następnie ulicami Porta Angelica i Leona IV dojść do Viale Vaticano. 

Metro: linia A: przystanki Ottaviano-S.Pietro-Musei Vaticani; Cipro - obie stacje znajdują się około 10 min. pieszo od muzeum. 

Autobus: 49 (zatrzymuje się naprzeciwko muzeum) 32, 81, 982 - Piazza del Risorgimento, 492, 990 - Via Leone IV / Via degli Scipioni
Tramwaj: 19 - Piazza del Risorgimento.

15 komentarzy:

  1. NO nareszcie ;))
    Rzym to miasto które będę swietnie znała z .... Opowieści innych osób ;) Hahaha Twojej i mojego najlepszego przyjaciela ;) który zalewa mnie zdjęciami po każdej swojej rzymskiej przygodzie ....
    Tęsknię tez za Twoimi stylizacjami ... Choć znam powód braku czasu ;) ale i tak tęsknię ..... Powodzenia na wszelkich egzaminach , pchają te życie do przodu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wytrwałaś do końca, jestem pełna podziwu :)

      Ale mi się miło zrobiło! :) Raz - zimno i ciemno, dwa - czas uczyć się nie tylko na egzaminy, ale i na LEP czy LEK (jak kto woli).

      Usuń
  2. I Live near Musei Vaticani :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, that's surprise! Lucky you! :)

      Usuń
  3. perfect@@@
    http://rozaliafashion.blogspot.com/2014/02/stylowa-sukienka.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post Kochana, uwielbiam tego typu turystyczne wpisy, w których można znaleźć całe mnóstwo informacji! Na pewno wrócę do niego, gdy będę miała w planach zwiedzanie i Rzymu i Watykanu (co mam nadzieję, że kiedyś nastąpi :P).

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, w tym kontekście mam nadzieję się komukolwiek przyda, jestem gotowa udzielić wszelkiej pomocy, pamiętaj. Tylko na kanonizację nie jedź, bo będzie całkiem spory tłum ;)

      Usuń
  5. lovely blog :)
    http://saltskinned.blogspot.com.au

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak patrzę na te zdjęcia to oczom nie wierzę, że nadal tam tak ciepło... Jak byłam w październiku to już sweterk nosiłam :).Wrażenia niezapomniane, przywieź choć garść tej atmosfery do Polski :) Pozdawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, my byliśmy tam w sierpniu, stąd Twoje niedowierzanie jest absolutnie uzasadnione. Choć nie powiem, na okres jesienno-zimowy z chęcią bym się tam przeniosła :)

      Usuń
  7. Co za obszerna i ciekawa relacja myślałam że już nie dobrnę do końca ale udało się. Watykan rzeczywiście robi wrażenie a ta kolejka mnie przeraziła. Alu coś tak ostatnio mało się na blogu, mam nadzieję że jak ogarniesz się z egzaminami i nauką wrócisz do nas , pozdrawiam Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już tyle razy to musiałam czytać, że cieszę się, że mam to za sobą. Wiosna idzie powoli, czas obudzić się z zimowego snu, także niedługo wracam. Mam nadzieję :)

      Usuń
  8. Bardzo fajna wycieczka i widze szata graficzna bloga uległa zmianie:)

    OdpowiedzUsuń

Reklama (jawna i ukryta) nie jest tu akceptowana.