czwartek, 21 czerwca 2012

POWROTY

Tym razem wcale nie pokłóciłam się z blogiem. Zwyczajnie, pożarła mnie sesja. I choć jej rządy trwają już dwa miesiące, to powoli zamierzam się z nią rozstać. Im bliżej końca, tym trudniej o skupienie. Pełne poświęcenie dla książek drastycznie spada, zaś tyłek puchnie od siedzenia. A gdy już idę spać ze spranym mózgiem, pośród miliona nazw leków, które dosłownie bombardują mi głowę, przemykają mi przed oczami wszystkie możliwe rozpusty, jakim mam zamiar poddawać się w wolnym czasie i takim sposobem nie pamiętam tego, czego się nauczyłam.
Jednak nie byłabym szczera, gdybym nie powiedziała, że są inne bardzo ważne kwestie, dla których musiałam odejść w cień: