niedziela, 25 grudnia 2011

ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE

Mam nadzieję, że te Święta dostarczyły wszystkim kolejnych szczęśliwych chwil spędzonych w gronie najbliższych.

Życzę Wam przede wszystkim wzajemnego
odkrywania siebie i innych na nowo.
Każdego dnia.

Wasza Sówka :)

niedziela, 18 grudnia 2011

SLAVIC SOUL

Kompletny brak weny twórczej nakazał mi zajrzeć do szafy i wykopać z jej dna ruską czapę. Na co dzień mam opory z noszeniem tego znaleziska, dziś warto było się przełamać i ożywić weekendowe posiedzenie nad książkami...

piątek, 2 grudnia 2011

MANDARINS

Lubię świąteczne reklamy. Lubię Franka Sinatrę. Niech i będzie, Mariah Carey i Georga Michaela też lubię. Lubię słodki smak coca-coli i zapach mandarynek.

Ja po prostu lubię grudzień :)

poniedziałek, 21 listopada 2011

FRANCUSKIE

Francuskiego uczyłam się trzy lata, z miernym skutkiem, na moment dzisiejszy jestem na poziomie 'comment sa va?' (będzie trzeba powtórzyć w przyszłości co nieco przed voyage à Paris)...
Zmęczenie odreagowaliśmy ze znajomymi... Zaangażowaliśmy ciasto francuskie.


Z ciastem robisz, co tylko chcesz. Na słodko jako deser, na słono jako przystawka...


PS. Skroiłam wykrój, co prawda odwrotnie, ale na szczęście to nie zaburzyło dalszej współpracy z maszyną.

Nareszcie mam czas dla siebie.

poniedziałek, 14 listopada 2011

SCHIZOPHRENIC

Brak mojej obecności świadczy o jednym. Zdominował mnie szary dres.
Jestem brzydka, poczochrana i zestresowana.

sobota, 29 października 2011

PIECE OF ME

...czyli innymi słowy "post zapchajdziura". Naukę szycia zaczynamy od podstaw, czyli uszycia spódniczki.


model spódniczki - Burda 11/2011

niedziela, 16 października 2011

SANCHO PANSA I OBCAS

Jesienią (czy też zimą) moje poczucie estetyki i stylu zostaje brutalnie zrównane z ziemią na rzecz ochrony nerek i dróg oddechowych przed mrozem. Staję się workiem kartofli, zadowolonym z tego, że jest mu ciepło bądź odmrażam sobie tyłek kosztem standardowego zestawu bluzka + spodnie, który swoją drogą przewija się na mnie kolejny rok. Za każdym razem o rok za długo.

Dziś jesienno-zimowemu otępieniu mówię stanowcze NIE i decyduję się powalczyć o swoje.

Podejście pierwsze 'Sancho Pansa' skopałam spodniami i butami, brakuje mi sterczącego bebecha i don Kichota do pełni szczęścia.
Dodaję więc trochę obcasa. Kozaki mają swoje pięć minut, mimo że wyglądają na za duże (kupiła mi je mama ładnych parę lat temu, tkwiąc w przekonaniu, że jeszcze stopa mi urośnie), są baaardzo wygodne i jestem szczęśliwa, mogąc je odkryć na nowo. Co prawda marzą mi się inne, ale jak się nie ma, co się lubi... :)


ponczo H&M, spodnie Reserved, kopertówka lumpeks

fot. Mateusz

wtorek, 11 października 2011

GONE WITH THE WIND

Powoli zaczynam tracić nadzieję, że moja szafa ulegnie jakiejś niesamowitej przemianie, dobijający jest brak funduszy, a wokół tyle pięknych rzeczy, aż w dołku ściska...
Ostatnio brak pogody sprzyja nauce, za to dziś świeci słonko. Sceneria rodem z "Przeminęło z wiatrem", za co przepraszam.


lis od mamy, płaszcz Ravel, buty sh

fot. Mateusz

wtorek, 4 października 2011

4th YEAR

Czwarty rok. Numer 1 na zajęcia to pojemna torba, co przetrzyma ciężar książki formatu encyklopedii. Reszta pospolita.


fot. Mateusz

sobota, 1 października 2011

ZAKURZONE CZUBKI

Na modne w tym sezonie łączenie ze sobą różnistych wzorów (tak przynajmniej uważa Jacyków) zareagowałam lekko skwaszoną miną. Wolałam nie ryzykować, paski, centki, wąż boa i inne dziwy to dla mnie, ogólnie rzecz biorąc, masakra i jednoczesne skrzyżowanie ich ze sobą skończyłoby się niechybnie występami w cyrku...


sukienka Only, marynarka F&F, torba, buty CCC
 
fot. Mateusz


Zakurzone czubki butów wskazują na przemierzone dłuuugie kilometry. Oczywiście zaliczyłam trzy bezpośrednio następujące po sobie potknięcia, ale jestem mimo wszystko dumna, że tak długo wytrzymałam...
Sukienka - jej pierwotna długość sięga do połowy łydki, co nadawało mi babcinego wyglądu, jednak udało się ją "podciągnąć".

Zapomniałabym - kupiłam maszynę :)

wtorek, 27 września 2011

HYDRAULIK

Córka hydraulika albo mechanika, takie pocieszne określenia padają pod moim adresem, gdy zakładam to:


kombinezon H&M

fot. Guziec

Łamię ogólny zakaz łączenia marynarek z dekoltami typu 'serek' i usuwam jej klapy. Niestety dziury po poprzednich guzikach (a są ich trzy) i za duży rozmiar pozostawiają wiele do życzenia, ale... chrzanię to serdecznie, inaczej w ogóle nie założyłabym jej w takiej formie, jak poniżej i należałaby do szerokiego grona nieprzemyślanych zakupów.


(zdjęcie na szczęście uchwycone w ostatnim momencie przed tą małą przeróbką)

Jesień milsza niż lato. Brak krawieckich umiejętności nadrabiam październikowym wydaniem Burdy (nie wiadomo po co kupiłam, chyba na pocieszenie) i oczekiwaną maszyną. :)

środa, 21 września 2011

IMIENINY

Mój kochany M. ma dziś imieniny, a ja - egoista i samolub - nie spojrzałam zza swojego nosa nawet na kalendarz, no i ostatecznie zapomniałam o wspaniałym kochanym Misiu. Dlatego...


e-kartka
autorstwa Małgorzaty Musierowicz
no cóż, że urodzinowa...
KOCHANY M. - WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO,
CO ZŁEGO, TO NIE JA...


PS. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Wygląd na wzór córki młynarza. Nie wiem jak to działa, że zdjęcia potrafią tak dobrze obnażyć człowieka i pokazać, czego mu brakuje...


fot. Mateusz

Walczę o lepsze jutro ze szpilkami...

piątek, 16 września 2011

CZAS NA SZPILKI

Przyznam się bez bicia, jestem szpilkowym impotentem. Jednak moja wygłodniała szafa domagała się swojej pierwszej pary i chcąc nie chcąc poczułam się zobowiązana do zaspokojenia jej żądań.

Udaję się więc do siedziby szatana, ściślej mówiąc, do centrum handlowego. Kupowanie butów nigdy nie należało do moich przyjemności, ale nie tym razem. Dostrzeżone na półce sklepowej piękno, klasę i elegancję dzielę przez dwa małe skarbeńka, które szepcą mi do ucha "no załóż mnie"... :)


marynarka H&M, spodnie Tally Weijl, szpilki F&F, kopertówka Mama

fot. Mateusz

Planowana konfrontacja z chodnikami sprowadza mnie na ziemię... Ze łzami w oczach zdejmuję buty i wyciągam bolesne wnioski, że Pani Elegancja TO NIE JA :(
Mija trochę czasu. W drodze z zajęć rozglądam się ukradkiem w tramwaju po damskich stopach. Szpilek brak. Ktoś się temu dziwi? Nieeeee... :)

A teraz trochę krawieckiego filozofowania:

1) Sukienka, nad którą pastwiłam się niedawno (te pomarańcze) to dla mnie jakiś koszmar i być może nie chodzi tu o brak krawieckich umiejętności, a raczej własną głupotę. Wrócę do tego tematu, kiedy nabierze bardziej aktualnego wymiaru niż jesień.

2) Materiałów do szycia jak na lekarstwo. Wrzesień się niedługo skończy, ja żałuję, że nie zmobilizowałam się do tego wcześniej. Lenię się jak krowa na łące... No może nie do końca, bo mimo strachu przełamałam się do maszyny :) Nie ugryzła, a mój tyłek zawdzięcza jej niejedną parę zwężonych spodni (za każdym razem inną techniką, odbiegającą od wszelkich norm, wybaczcie).

3) Guzików nie znalazłam w żadnej z pięciu odwiedzonych pasmanterii, z czego M ucieszył się niezmiernie, jednak ja mu figę i marynarka jest... już nie taka, jaką była wcześniej.

To tyle gdakania zmokłej kury. Nie wiem jak to ze mną będzie, jednego jestem pewna: jestem szafiarskim beztalenciem. Mimo że dzisiejsza ciuchowa kombinacja udokumentowana w spartańskich warunkach w zupełności mnie na ten moment zadowala.

sobota, 10 września 2011

SESAME STREET

Jestem infantylna. Choć nie mam żadnych argumentów, by oddalić od siebie ten zarzut, mało kto powie, że nie lubił Ulicy Sezamkowej. Tych sobotnich poranków, kiedy siadało się wygodnie na dywanie i ze skupieniem oglądało Kermita, Elma, Grovera, Berta i Erniego, czy też Ciasteczkowego Potwora (moja zazdrość spowodowana ilością konsumowanych przez niego słodkości kończyła się zwykle intensywnym burczeniem w brzuchu). No i nie wspomnę o Oskarze, którego stękania wszerz i wzdłuż nigdy jako dziecko zrozumieć nie mogłam, a przyszło co do czego i sama stałam się większym zgredem niż on.


spódnica Promod, buty H&M

fot. Mateusz

Od rana mam dobry humor, mam nadzieję, że i wam się udzieli :)

poniedziałek, 5 września 2011

FALBANKI...

...wzbudzały we mnie niechęć w związku z ich nieumiejętnym wykorzystaniem przez niektóre panie, które mimo swojego wieku i tuszy umieszczały je na najbardziej nieodpowiednich miejscach swojego ciała, poczynając od pupy, a kończąc na piersiach. Toteż nigdy nie gościły w mojej szafie, ale jak się okazało, do czasu...


bluzka Only, spodnie Vertus, breloczki produkcji Orbit :)

fot. Mateusz


Zgodnie z postanowieniem maszyna do szycia została podłączona do napięcia, Burda w wersji "krok po kroku" zakupiona, a zapał i entuzjazm nie mają sobie granic. Materiał na spódniczkę niestety nie trafił do tej pory w moje ręce, na szczęście w szafie stoi skromna sterta ubrań do przeróbki bądź zwężenia, więc się nie nudzę i ku mojemu zdziwieniu nie zniszczyłam jeszcze niczego.

niedziela, 21 sierpnia 2011

NIEBIESKA MARYNARKA

Niebieska marynarka i klimatyczne grafittti. Przydałyby się czarne szpilki plus bardziej reprezentacyjna kopertówka... Niestety walizka nie była w stanie wszystkiego zmieścić, a problem spadających szpilek z moich pięt wciąż niezażegnany, wkładki silikonowe miały pomóc, a tylko pogarszają sprawę, zostaje mi tylko szukać dalej idealnych obcasów.
Tymczasem muszę się pożegnać, udaję się bowiem na poszukiwania złotych guzików, dosiadam kochaną maszynę do szycia i zaczynam czarować póki jeszcze mam czas... Nie oczekuję cudów, ale od czegoś trzeba zacząć, jak już się okazało, nie taki diabeł straszny... 


fot. Mateusz

środa, 17 sierpnia 2011

"ZWYKLAK"

Dzisiejszy zestaw pod hasłem "zwyklak". Wytarta koszulka i krótkie spodenki. Jestem minimalistką w przypadku, gdy spacer zmierza w kierunku odludzia i nikt nie wymaga od ciebie nonszalancji w kwestii ubioru.


bluzka sh, szorty Promod, biżuteria Reserved

fot. Mateusz

sobota, 13 sierpnia 2011

ORANGE POWER

Dziś mamy pogodę sprzyjającą pomarańczowej marynarce i białym spodniom. Co prawda nie siądę na żadnej ławce, nie oprę się o klimatyczną ścianę, jedynie przejdę się, zakręcę, jak to powiedziała mama i moja biała przygoda zakończy się w pralce... :)

 
fot. Mateusz

wtorek, 9 sierpnia 2011

STRIPES ARE EVERYWHERE

Postanowiłam oddać hołd pięknej słonecznej pogodzie, jednak ta ostatecznie wyparła się faktu, że ma dziś być ładna i zmusiła mnie do garderobianych zmian.
PASKI. Temat rzeka albo i morze. Najbliżej im chyba do strojów marynarzy czy gondolierów. Motyw, który kiedyś stanowił dla mnie źródło wszechobecnej irytacji i agresji, bowiem gdzie się nie spojrzało, to wszędzie było je widać, oczopląs był nieunikniony. Dziś, gdy większości się znudziły i spowszedniały, stały się dla mnie podstawą do skomponowania ich chociażby z delikatną miętą.


Wyszedł prosty i nieskomplikowany wygląd (może swą nikłą oryginalnością nie zasługuje na dodanie, będę miała jednak punkt odniesienia do porównania go w przyszłości). Dodatki z kategorii "biżuteria" były zbędne - poza skromnymi kolczykami - ze względu na dominację pasków.

Pogoda niczym kobieta zmienną jest, dlatego pod ręką dobrze było mieć okulary i parasol (niestety z przewagą drugiego).

niedziela, 24 lipca 2011

PINK VOL. 2

Nareszcie z nieba choć na chwilę przestało lać wodą. Nigdy nie przypuszczałabym, że zaprzyjaźnię się z różowym. Przyznam się szczerze, że ten kolor nigdy nie wzbudzał we mnie pozytywnych emocji. Tej wiosny przełamałam się, kupując marynarkę i myślę, że z pozytywnym skutkiem.
Dodatków nie zastosowałam głównie ze względu na ich duży niedobór, poza tym podejrzewam, że skończyło by się to katastrofą. Zaczynam nad tym pracować.